-Już poczekaj!- odkrzykuje zakładając jednego buta. Otwieram drzwi i wychodzę na klatkę schodową i czekam na Beth. Dziewczyna wybiega z domu z telefonem w ręce i staje za mną. Wzdycham kręcąc głową. Zmykam drzwi i schodzę po schodach. Mieszkam na 3 piętrze. Inni uznaliby, że jak nie ma windy to są straszne warunki do mieszkania, a ja uważam, że dzięki tym schodom poprawiłam swoją kondycję. Nie żebym miała kiepską, ale schodzę i wchodzę po nich kilka lub kilkanaście razy dziennie. Gdy jesteśmy już na pierwszym piętrze z drzwi pani Claire Hellfront wybiega mały pies. To Pekińczyk. Ogólnie nie lubię tych psów, ale ten mnie najwyraźniej. Łapię go zanim wybiega na na schody z zamiarem wybiegnięcia na świeże powietrze. Biorę go na ręce i kieruję się do mieszkania jego właścicielki. Mąż Kobiety nie żyje, umarł na raka płuc. Pani Claire ma mniej więcej 53 lata. Ma brązowe włosy, lekko siwe od nasad, czasami roztrzepane, a czasami upięte w koka. Zapukałam do drzwi i czekałam aż drzwi się otworzą. Po chwili wychodzi sąsiadka.
-Dzień Dobry- witam się. Kobieta uśmiecha się do mnie ciepło, odwzajemniam uśmiech.
-Dzień Dobry, złotko.
-Złapałam pani psa- mówię podnosząc lekko psa, który spokojnie leży w moich ramionach.
-O, Dziękuję musiał uciec jak przeciąg otworzył drzwi.- bierze psa i głaszcze go za uszami. Całej rozmowie przygląda się Beth.
-Nie ma za co- mówię i powoli odchodzę- Do widzenia.
-Do widzenia- mówi kobieta. Wychodzę z Beth z budynu i kierujemy się do mojego samochodu. Po chwili jedziemy do mieszkania Beth. Jedziemy około pięć minut i parkuję przed kamienicą Beth. Żegnam się z przyjaciółką i jadę czym prędzej do pracy. Dzisiaj szef ma nas oceniać i jedną osobę wyrzucić, więc lepiej się nie spóźnić...
**A Few Hours Later (8:31 pm)**
Za dwadzieścia dziewięć minut kończę pracę i mogę jechać do domu. Przez szefa strasznie się dziś denerwuję, a po mojej głowie biegają pytania, czy aby na pewno mnie nie wyrzuci? W końcu mówię sobie, że co będzie to będzie. Jak coś nie wyjdzie to mówi się trudno i płynie się dalej- przypominam sobie tekst z mojej ulubionej bajki. Śmieję się w duchu. Szef chyba dał sobie spokój z ocenianiem nas i poszedł do swojego gabinetu, bo nigdzie go nie widzę. Obsługuję jeszcze kilku klientów i mogę iść do domu. Zamykam drzwi restauracji i przekęcam tabliczkę na drugą stronę, gdzie widnieje napis ,, Zamknięte" i zwracam się do Mandy, mojej koleżanki, która jest na stażu.
- Dobra, jeszcze do szefa i do domciu- uśmiecham się pokrzepiająco. Dziewczyna odwzajemnia gest i idziemy so gabinetu szefa. Otwieramy drzwi i wchodzimy do średniej wielkośći pokoju, każda ze ścian jest pomalowana na ten sam kolor, limonkowy. Na wprost nas jest okno a przed nim biurko Garry'ego, naszego szefa. Po prawej stronie stoi komoda a na niej klucze, prawdopodobnie od restauracji. Po lewej jest wieszak, a na nim ciemny, długi płaszcz.
-Dobry wieczór, Szefie- mówię i podchodzę do jego biurka. Kontem oka widzę, że Mandy się nie rusza, więc lekko ją szturcham łokciem, żeby się ruszyła. Podchodzimy i stajemy przed Garrym. On natomiast niechętnie podnosi wzrok znad papierów i patrzy na nas.
-Dobry wieczór- mówi mandy, na co on kiwa głową. Raz. Widząc, że nie ma humoru na pogaduszki mówię:
- Restauracja zamknięta, stoliki posprzątane, kasa pełna.
On przenosi na mnie swój wzrok,a ja widzę błysk w jego oczach.
-Dziękuję Robyn. Obserwowałem Was dzisiaj cały dzień i moim zdaniem- mówi- bardzo się staracie, i widzę, że Wam zależy na tej pracy, więc postanowiłem- ciągnie- że nikogo nie zwolnię.
Czuję jak z mojego serca spada ciężar, i z stukotem upada na podłogę. Zastanawiam się czy tylko ja to słyszałam, czy może naprawdę coś spadło z mojego serca... Patrzę na twarz Mandy a ulga jest wymalowana na jej twarzy. Mimo ulgi jaką czuję moja twarz nie zdradza żadnych emocji. Garry daje nam wypłatę i żegna się z nami. Jak dobrze. Wychodzę z restauracji już w swoich ciuchach i kieruję się do samochodu.
- Robyn! Poczekaj!- słyszę głos Mandy i odwracam się w jej stronę. Przybiega zdyszana i pyta czy mogłabym ją podwieść do domu, tłumacząc się, że uciekł jej autobus. Zgadzam się. Siedzimy już w samochodzie i słuchamy radia. Nagle ciszę przerywa Amanda.
- Te autobusy chyba mnie nie lubią. Już trzeci raz mi uciekł.- wzdycha z nutą wyrzutu w głosie. Śmieję się krótko i zerkam na twarz dziewczyny, na której widnieje mały uśmieszek.
-Ja miałam tak samo, aż w końcu zrobiłam sobie prawko.- odpowiedziałam.
-Ja też chcę zrobić już nawet nauczyłam się na pisemny. Tylko, że co potem? Samochód będzie trochę kosztował, a ja nie mam zbyt dużo...
-Wiesz, ja też bogata nie jestem, ale powolutku, powolutku, a uzbierała się niezła sumka. Parę wyrzeczeń, i już parę groszy zaoszczędzone. Dzięki tej metodzie, mam swojego garbuska- powiedziałam z dumą. Mój samochód to Volkswagen potocznie zwany Garbus. Jest zielony Bardzo go lubię, bo jest mały i nie zajmuje mało miejsca. Jednak nie korzystam z niego zbyrt często, bo w Londynie zazwyczaj jest tłoczno na ulicach, więc bardziej opłaca się jeździć metrem lub rowerem (choć przy pogodzie jaka tu zazwyczaj panuje, to byłoby ciężko).
Jedziemy jeszcze chwilę i zatrzymuję się przed kamienicą Mandy. Dziękuje mi i wysiada. Odpalam i wracam do domu. Gdy jestem już w domu biorę się za robienie sobie czegoś do jedzenia i picia. Mam ochotę na omlet z serem i szynką, więc to sobie robię. Nastawiam wodę na herbatę i czekam. Po usmażeniu omleta, nakładam go na talerz i biorę się za jedzenie go, w międzyczasie zaparzam sobie herbatę. Po skończonym posiłku idę wziąć prysznic. Jutro nie pracuję. Pracuję tylko w poniedziałki, wtorki, środy i czwartki. Pasuje mi ten plan, bo godziny mam dostosowane do moich zajęć na studiach. Wsadzam naczynia do zmywarki i nastawiam ją wraz z innymi brudnymi naczyniami włożonymi już do maszyny. Kieruję się do pokoju i biorę z szafy piżamę. Wchodzę do łazienki, która znajduje się na korytarzu. To pomieszczenia z trzema ścianami pomalowanymi na ecru i jedną na truskawkowy. Bardzo podoba mi się wystrój mojej łazienki. Po prawej stronie jest mała brązowa komoda w której znajdują się ręczniki i część mojej bielizny. Po lewej znajduje się umywalka i mała półka i pralka, w prawym rogu jest kabina prysznicowa. Wyciągam dwa ręczniki i zawieszam na haczykach przy prysznicu. Rozbieram się i wchodzę do kabiny prysznicowej. Odkręcam wodę i ustawiam temperaturę, która będzie mi odpowiadała. Myję swoje ciało i włosy moim szamponem o zapachu mleczka kokosowego. Bardzo lubię wszystko co mleczne, czekoladowe i kokosowe. Po pięciu minutach wyszłam spod strumienia wody i owinęłam się brązowym ręcznikiem. Wysuszam swoje ciało i włosy. Ubrania w których chodziłam dzisiaj wrzuciłam do kosza na pranie. Wychodzę z pomieszczenia i idę do łazienki. Mimo, że mieszkam tu już sześć miesięcy, nadal czuję się tutaj zagubiona. Moje mieszkanie nie jest duże, ale malutkie tż nie jest. Jest idealne. Rodzice dołożyli mi do niego. Odwiedzają mnie co tydzień lub dwa. Siadam na łóżku, wyjmuję z szafki nocnej moją ładowarkę i podłączam telefon. Jutro sobota, czyli rodzice przyjeżdżają. Trzeba zrobić coś na obiad. Biorę mojego notebook'a na kolana i szukam jakichś dań, które mogłabym zrobić na jutro. Moi rodzice nie są wybredni, zjedzą to co dadzą. Nie mówię, że zjedzą dosłownie wszystko, po prostu są wychowani na zasadzie Jak dają to bierz, jak biją- to uciekaj. Ja sama zostałam na takiej zasadzie wychowana. Zrobię jutro jakiś makaron w sosie śmietanowo-czosnkowym. Do tego jakąś sałatkę i będzie dobrze. Wchodzę na moją pocztę i dopiero wtedy odkładam urządzenie na szafkę. Kładę głowę na poduszki i zaczynam rozmyślać. Przez zamieszanie całego dzisiejszego dnia zapomniała, że Beth jest w ciąży. Pomogę jej, nawet finansowo, jak będzie taka potrzeba. Z taką myślą zasnęłam.
_______________________________________________________________________________
I know, I know, I know. I'm a fucking liar.
Pisałam, że napiszę na początku wakacji, ale nie miałam czasu, przyjaciółka, męczyła mnie za dnia i nocy. Rzadko mam czas, dla siebie. Dzisiaj naszła mnie ochota i wena na pisanie.
Mam nadzieję, że spodoba Wam się to opowiadanie.
Proszę komentujcie, a ja postaram się pisać jak najczęściej.
Mam pomysł na całe to opowiadanie.
Jakie miałam problemy z tym rozdziałem, najpierw pisałam 1 rozdział, ale stwierdziłam, że to do bani, więc zaczęłam pisać od nowa.
Jeśli chcecie mojego twittera, insta czy co tam chcecie to komentujcie, pytajcie i co chcecie.
Lovee Ya! ;*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz