niedziela, 28 września 2014

Chapter 2


**Saturday  (4:28pm)**
   Moi rodzice powinni się pojawić za krótką chwilę. Siedzę na kanapie i przeglądam pocztę, gdy nagle słyszę dzwonek do drzwi. Wstaję i otwieram drzwi, w których widzę moich rodziców. Mama to czterdziestoletnia kobieta z długimi blond włosami, na nogach ma granatowe rurki do kostek. Białą koszulę zapinaną na guziki wkasała w spodnie, a na nią czarną marynarkę. Ogólnie moja mama to ładna kobieta, pomimo swojego wieku. Tata natomiast ubrał ciemne dżinsy, które idealnie pasują do koloru jego butów, białą koszulę i czarną marynarkę. 
-Cześć- witam się.
-Cześć, córciu- mówią razem. Mówią tak do mnie odkąd pamiętam. Na początku nie lubiłam tego zdrobnienia, ale z czasem się przyzwyczaiłam. Zapraszam ich do środka. Siadają przy stole a ja przynoszę makaron z sosem śmietanowo-czosnkowym. 
-Ładnie pachnie- przyznaje tata, za co mu dziękuję. Mój tata za każdym razem jak przyjeżdża zawsze mnie komplementuje, co przyznam jest bardzo miłe z jego strony. Talerze i sztućce są na stole, więc nie muszę się po nie wracać do kuchni. Siadam naprzeciwko rodziców. Nakładamy sobie jedzenie na talerze i zaczynamy jeść.  Po około półgodzinie siedzimy na kanapie i jemy lody z truskawkami. Rozmawiamy na różne tematy między innymi jak Ci się układa?, Masz kogoś na oku? itp. Oczywiście na każde odpowiadałam szczerze. Za każdym razem były prawie te same pytania, co było lekko frustrujące.
-Kochanie, nie będzie nas przez następne dwie soboty- oznajmia mama- wyjeżdżamy na mały odpoczynek i do ciotki- ciągnie- i mamy małą prośbę, byś karmiła naszego kota.
   Chwilę zastanawiałam się nad odpowiedzią, z jednej strony to nie aż tak daleko, a z drugiej- mam studia co prawda już je kończę, ale powinnam być na ostatnich zajęciach. Może jakoś to sobie poukładam.
-No dobra, mam tam przyjeżdżać codziennie?-pytam lekko zrezygnowanym głosem, ale staram się to ukryć.
- Nie!- mówi szybko mama mama, prawie krzycząc- tylko co dwa, trzy dni.
  Kiwam głową na znak zrozumienia. Dwa razy. Będę jeździła pociągiem. Zaoszczędzę na benzynie. Siedzimy jeszcze jakąś godzinę. Nasze spotkania są dość krótkie, no ale szczerze? No ile można, co tydzień się widzimy.
- Dobra, córciu. Będziemy się już zbierać do domu- oznajmia tata wstając z kanapy, na co mama mu wtóruje.
-Poradzisz sobie?- pyta mama, na co kiwam głową.
-A z naczyniami?- pyta i wodzi wzrokiem po stole, na którym jest kilka brudnych talerzy i misek po lodach.
-Jasne, zawsze sobie radzę- wzruszam ramionami. Moja mama czasami jest nadopiekuńcza, co właśnie widać. Rodzice przed wyjściem dają mi swoje zapasowe klucze, mówiąc, żebym przyjechała w środę, bo wtedy odjeżdżają. Wychodzą, a ja zamykam drzwi na klucz i kieruję się do kuchni, by posprzątać. Gdy już ogarnęłam kuchnię poszłam do salonu i włączyłam TV. Położyłam się na kanapie i zaczęłam oglądać Doctora House'a. W połowie jednego odcinka zadzwonił mój telefon. Przeklinając się w duchu, że zostawiłam go w swoim pokoju, idę po urządzenie. Oczywiście na moje nieszczęście po drodze uderzyłam stopą w futrynę.
-Kuźwa- syczę i kuśtykam do telefonu, by go odebrać. Nie patrząc na wyświetlacz odbieram.
-Halo?- pytam.
-Elo Morelo- od razu poznałam, że to Beth. Zawsze się tak witamy przez telefon. Mimowolnie na mojej twarzy pojawia się mały uśmieszek.
-No Elo, elo-odpowiadam siadając na łóżko, masując swoją stopę- Co tam?
-Wiesz...-zaczyna.
-Nie...-słyszę jej chichot spowodowany moją wypowiedzią.
-Bo ja też nie- zaczęła się głośniej śmiać, na co też się zaśmiałam. Ta dziewczyna czasami mnie rozbraja.
-Nie chcę być nie miła, ale oglądałam właśnie Doctora House'a i ty akurat zadzwoniłaś, więc ja pędząc- naginam trochę fakty- do mojego telefonu by zdążyć odebrać walę się stopą w framugę. I tyle zachodu po to- mówię- by usłyszeć, że nie wiesz po co do mnie zadzwoniłaś?! Kobieto, ja się mało co nie zabiłam...
   Łapię się teatralnie za pierś, mimo, że mnie nie widzi. Przewracam oczami na mój gest. Moja tępota nie zna granic. Boże, dopomóż.
-Przepraszam, ale mi się strasznie nudzi i nie mam co robić, więc może skoczę wypożyczyć film, kupię wiadro lodów i obejrzymy jakiś film u ciebie?- proponuje z nutą nadziei w głosie. Musi być naprawdę wynudzona.
-Jasne, tylko jakiś dobry weź, a i lodów nie kupuj dużo, mam jeszcze trochę. Paa-mówię i rozłączam się nie czekając na jej odpowiedź. Wstaję z łóżka i idę do salonu by dalej oglądać serial, tym razem biorę telefon ze sobą. Opadam na kanapę z cichym świstem. Moja kanapa nie jest typową kanapą, a mówiąc typowa mam na myśli nie wygodna, która służy do ozdoby, ewentualnie siedzenia w najgorszym wypadku. Czasem jak nie mogę spać w swojej sypialni, kiedy indziej wyjaśnię najczęstszą przyczynę, to śpię na kanapie, po pierwsze nie chcę schodzić do piwnicy po materac, a po drugie to ta kanapa. Jest mega wygodna i dość ładna. Jest brązowa, a na niej kilka poduszek w kolorowe paski. Mam jeszcze fotel, który też jest brązowy, tylko obszyty sztuczną skórą. Uwielbiam na nim siedzieć, a w zasadzie leżeć. Nigdy nie lubiłam normalnie siedzieć na fotelach, zawsze musiałam robić jakieś głupie pozy, położyć się w poprzek lub w pionie (czyli głowa na siedzeniu, a nogi wystawały poza oparcie na plecy). Podskakuję na dźwięk dzwonka do drzwi. Wstaję z kanapy i idę otworzyć drzwi, w których stoi Beth z dwoma filmami w jednej ręce, a w drugiej pudełko lodów śmietanowo- czekoladowych. Wie co uwielbiam. Wyrywam płyty z ręki dziewczyny gdy dostrzegam ich tytuły. Pierwszy to Gwiazd naszych wina a drugi to To Tylko Sex.
Spoglądam na dziewczynę, która jest lekko zdezorientowana ale jej twarz od razu promienieje gdy widzie, że to ja wyrwałam jej filmy.
-Cześć.
-Cześć.
  Dziewczyna idzie do salonu a ja do kuchni po miski, łyżki i lody. Podaję dziewczynie miskę i łyżkę i otwieram pudełka. Nakładam na lodów i kucam, by włączyć film.
-Który najpierw?-pytam trzymając w rękach opakowania z płytami. Po chwili dziewczyna wskazuje na film To tylko Sex. Włączam film, a po chwili siedzimy, jemy i oglądamy film z Justin'em Timberlake'iem i Milą Kunis.

   

piątek, 15 sierpnia 2014

Chapter 1

-Beth, pośpiesz się!-krzyczę- bo spóźnię się do pracy!
-Już poczekaj!- odkrzykuje zakładając jednego buta. Otwieram drzwi i wychodzę na klatkę schodową i czekam na Beth. Dziewczyna wybiega z domu z telefonem w ręce i staje za mną. Wzdycham kręcąc głową. Zmykam drzwi i schodzę po schodach. Mieszkam na 3 piętrze. Inni uznaliby, że jak nie ma windy to są straszne warunki do mieszkania, a ja uważam, że dzięki tym schodom poprawiłam swoją kondycję. Nie żebym miała kiepską, ale schodzę i wchodzę po nich kilka lub kilkanaście razy dziennie. Gdy jesteśmy już na pierwszym piętrze z drzwi pani Claire Hellfront wybiega mały pies. To Pekińczyk. Ogólnie nie lubię tych psów, ale ten mnie najwyraźniej. Łapię go zanim wybiega na na schody z zamiarem wybiegnięcia na świeże powietrze. Biorę go na ręce i kieruję się do mieszkania jego właścicielki. Mąż Kobiety nie żyje, umarł na raka płuc. Pani Claire ma mniej więcej 53 lata. Ma brązowe włosy, lekko siwe od nasad, czasami roztrzepane, a czasami upięte w koka. Zapukałam do drzwi i czekałam aż drzwi się otworzą. Po chwili wychodzi sąsiadka.
-Dzień Dobry- witam się. Kobieta uśmiecha się do mnie ciepło, odwzajemniam uśmiech.
-Dzień Dobry, złotko.
-Złapałam pani psa- mówię podnosząc lekko psa, który spokojnie leży w moich ramionach.
-O, Dziękuję musiał uciec jak przeciąg otworzył drzwi.- bierze psa i głaszcze go za uszami. Całej rozmowie przygląda się Beth.
-Nie ma za co- mówię i powoli odchodzę- Do widzenia.
-Do widzenia- mówi kobieta. Wychodzę z Beth z budynu i kierujemy się do mojego samochodu. Po chwili jedziemy do mieszkania Beth. Jedziemy około pięć minut i parkuję przed kamienicą Beth. Żegnam się z przyjaciółką i jadę czym prędzej do pracy. Dzisiaj szef ma nas oceniać i jedną osobę wyrzucić, więc lepiej się nie spóźnić...
**A Few Hours Later (8:31 pm)**
Za dwadzieścia dziewięć minut kończę pracę i mogę jechać do domu. Przez szefa strasznie się dziś denerwuję, a po mojej głowie biegają pytania, czy aby na pewno mnie nie wyrzuci? W końcu mówię sobie, że co będzie to będzie. Jak coś nie wyjdzie to mówi się trudno i płynie się dalej- przypominam sobie tekst z mojej ulubionej bajki. Śmieję się w duchu. Szef chyba dał sobie spokój z ocenianiem nas i poszedł do swojego gabinetu, bo nigdzie go nie widzę. Obsługuję jeszcze kilku klientów i mogę iść do domu. Zamykam drzwi restauracji i przekęcam tabliczkę na drugą stronę, gdzie widnieje napis ,, Zamknięte" i zwracam się do Mandy, mojej koleżanki, która jest na stażu. 
- Dobra, jeszcze do szefa i do domciu- uśmiecham się pokrzepiająco. Dziewczyna odwzajemnia gest i idziemy so gabinetu szefa. Otwieramy drzwi i wchodzimy do średniej wielkośći pokoju, każda ze ścian jest pomalowana na ten sam kolor, limonkowy. Na wprost nas jest okno a przed nim biurko Garry'ego, naszego szefa. Po prawej stronie stoi komoda a na niej klucze, prawdopodobnie od restauracji. Po lewej jest wieszak, a na nim ciemny, długi płaszcz. 
-Dobry wieczór, Szefie- mówię i podchodzę do jego biurka. Kontem oka widzę, że Mandy się nie rusza, więc lekko ją szturcham łokciem, żeby się ruszyła. Podchodzimy i stajemy przed Garrym. On natomiast niechętnie podnosi wzrok znad papierów i patrzy na nas.
-Dobry wieczór- mówi mandy, na co on kiwa głową. Raz. Widząc, że nie ma humoru na pogaduszki mówię:
- Restauracja zamknięta, stoliki posprzątane, kasa pełna.
    On przenosi na mnie swój wzrok,a ja widzę błysk w jego oczach. 
-Dziękuję Robyn. Obserwowałem Was dzisiaj cały dzień i moim zdaniem- mówi- bardzo się staracie, i widzę, że Wam zależy na tej pracy, więc postanowiłem- ciągnie- że nikogo nie zwolnię.
  Czuję jak z mojego serca spada ciężar, i z stukotem upada na podłogę. Zastanawiam się czy tylko ja to słyszałam, czy może naprawdę coś spadło z mojego serca... Patrzę na twarz Mandy a ulga jest wymalowana na jej twarzy. Mimo ulgi jaką czuję moja twarz nie zdradza żadnych emocji. Garry daje nam wypłatę i żegna się z nami. Jak dobrze. Wychodzę z restauracji już w swoich ciuchach i kieruję się do samochodu.
- Robyn! Poczekaj!- słyszę głos Mandy i odwracam się w jej stronę. Przybiega zdyszana i pyta czy mogłabym ją podwieść do domu, tłumacząc się, że uciekł jej autobus. Zgadzam się. Siedzimy już w samochodzie i słuchamy radia. Nagle ciszę przerywa Amanda.
- Te autobusy chyba mnie nie lubią. Już trzeci raz mi uciekł.- wzdycha z nutą wyrzutu w głosie. Śmieję się krótko i zerkam na twarz dziewczyny, na której widnieje mały uśmieszek.
-Ja miałam tak samo, aż w końcu zrobiłam sobie prawko.- odpowiedziałam.
-Ja też chcę zrobić już nawet nauczyłam się na pisemny. Tylko, że co potem? Samochód będzie trochę kosztował, a ja nie mam zbyt dużo...
-Wiesz, ja też bogata nie jestem, ale powolutku, powolutku, a uzbierała się niezła sumka. Parę wyrzeczeń, i już parę groszy zaoszczędzone. Dzięki tej metodzie, mam swojego garbuska- powiedziałam z dumą. Mój samochód to Volkswagen potocznie zwany Garbus. Jest zielony Bardzo go lubię, bo jest mały i nie zajmuje mało miejsca. Jednak nie korzystam z niego zbyrt często, bo w Londynie zazwyczaj jest tłoczno na ulicach, więc bardziej opłaca się jeździć metrem lub rowerem (choć przy pogodzie jaka tu zazwyczaj panuje, to byłoby ciężko).
Jedziemy jeszcze chwilę i zatrzymuję się przed kamienicą Mandy. Dziękuje mi i wysiada. Odpalam i wracam do domu.  Gdy jestem już w domu biorę się za robienie sobie czegoś do jedzenia i picia. Mam ochotę na omlet z serem i szynką, więc to sobie robię. Nastawiam wodę na herbatę i czekam. Po usmażeniu omleta, nakładam go na talerz i biorę się za jedzenie go, w międzyczasie zaparzam sobie herbatę. Po skończonym posiłku idę wziąć prysznic. Jutro nie pracuję. Pracuję tylko w poniedziałki, wtorki, środy i czwartki. Pasuje mi ten plan, bo godziny mam dostosowane do moich zajęć na studiach. Wsadzam naczynia do zmywarki i nastawiam ją wraz z innymi brudnymi naczyniami włożonymi już do maszyny. Kieruję się do pokoju i biorę z szafy piżamę. Wchodzę do łazienki, która znajduje się na korytarzu. To pomieszczenia z trzema ścianami pomalowanymi na ecru i jedną na truskawkowy. Bardzo podoba mi się wystrój mojej łazienki. Po prawej stronie jest mała brązowa komoda w której znajdują się ręczniki i część mojej bielizny. Po lewej znajduje się umywalka i mała półka i pralka, w prawym rogu jest kabina prysznicowa. Wyciągam dwa ręczniki i zawieszam na haczykach przy prysznicu. Rozbieram się i wchodzę do kabiny prysznicowej. Odkręcam wodę i ustawiam temperaturę, która będzie mi odpowiadała. Myję swoje ciało i włosy moim szamponem o zapachu mleczka kokosowego. Bardzo lubię wszystko co mleczne, czekoladowe i kokosowe. Po pięciu minutach wyszłam spod strumienia wody i owinęłam się brązowym ręcznikiem.  Wysuszam swoje ciało i włosy. Ubrania w których chodziłam dzisiaj wrzuciłam do kosza na pranie. Wychodzę z pomieszczenia i idę do łazienki. Mimo, że mieszkam tu już sześć miesięcy, nadal czuję się tutaj zagubiona. Moje mieszkanie nie jest duże, ale malutkie tż nie jest. Jest idealne. Rodzice dołożyli mi do niego. Odwiedzają mnie co tydzień lub dwa. Siadam na łóżku, wyjmuję z szafki nocnej moją ładowarkę i podłączam telefon. Jutro sobota, czyli rodzice przyjeżdżają. Trzeba zrobić coś na obiad. Biorę mojego notebook'a na kolana i szukam jakichś dań, które mogłabym zrobić na jutro. Moi rodzice nie są wybredni, zjedzą to co dadzą. Nie mówię, że zjedzą dosłownie wszystko, po prostu są wychowani na zasadzie Jak dają to bierz, jak biją- to uciekaj. Ja sama zostałam na takiej zasadzie wychowana. Zrobię jutro jakiś makaron w sosie śmietanowo-czosnkowym. Do tego jakąś sałatkę i będzie dobrze. Wchodzę na moją pocztę i dopiero wtedy odkładam urządzenie na szafkę. Kładę głowę na poduszki i zaczynam rozmyślać. Przez zamieszanie całego dzisiejszego dnia zapomniała, że Beth jest w ciąży. Pomogę jej, nawet finansowo, jak będzie taka potrzeba. Z taką myślą zasnęłam.
_______________________________________________________________________________
I know, I know, I know. I'm a fucking liar.
Pisałam, że napiszę na początku wakacji, ale nie miałam czasu, przyjaciółka, męczyła mnie za dnia i nocy. Rzadko mam czas, dla siebie. Dzisiaj naszła mnie ochota i wena na pisanie. 
Mam nadzieję, że spodoba Wam się to opowiadanie. 
Proszę komentujcie, a ja postaram się pisać jak najczęściej.
Mam pomysł na całe to opowiadanie. 
Jakie miałam problemy z tym rozdziałem, najpierw pisałam 1 rozdział, ale stwierdziłam, że to do bani, więc zaczęłam pisać od nowa.

Jeśli chcecie mojego twittera, insta czy co tam chcecie to komentujcie, pytajcie i co chcecie.
Lovee Ya! ;*

piątek, 4 lipca 2014

WAŻNE!

Właśnie jestem w trakcie pisania rozdziału 1.
Ale nie o to chodzi.
w Prologu pisałam że najlepsza przyjaciółka Robyn to Jas, a w bohaterach napisałam że to Beth. Pomyliłam się. Będę trzymała się Beth.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Bohaterowie

Jednak postanowiłam zrobić bohaterów:


Robyn Joy Calys (19l.)
Mieszkała w Londynie od zawsze z rodziną, lecz postanowiła mieć własne mieszkanie
więc kupiła je z pomocą rodziców. Jej najlepszą przyjaciółką jest Beth, która jest młodsza o niecały rok. Ma dużo zainteresowań, chciałaby robić wszystko na raz, jednak nie może.
Jest zabawna, ma poczucie humoru i stylu, jest otwarta na nowe znajomości.
Jest Directionerką, lecz tego za bardzo nie okazuje, uważa Justina Biebera za normalną osobę.
Beth Amanda Cruse (18l.)
Dziewczyna z poczuciem humoru. Jest tak samo jak Robyn Directionerką, kocha wszystko co się rusza, oprócz robaków. Przyjaciółka Robyn. Pracowała w kawiarni. Ale od zawsze interesowała się modelingiem. 

Lexie Smith (19l.)
Tancerka. Przyjaciółka Beth i Robyn. Kreatywna, z poczuciem humory dziewczyna.
Wszystkie emocje przeobraża w taniec.

One Direction
od lewej Louis Tomlinson (22l.), Niall Horan (21l.), Liam Payne (21l.), Zayn Malik (21l.) Harry Styles (20l.)
Pogodni, sympatyczni i z poczuciem humoru. co tu dalej mówić?

Sophia Smith (20l.)
Zabawna, pogodna i otwarta. Dziewczyna Liam'a. Jest miła i sympatyczna, często się śmieje.

Perrie Edwards (21l.)
Narzeczona Zayn'a

Eleanor Calder (22l.)
f
Daniell Stone (20l.)
Chłopak Beth.
___________________________________________
Jednak zrobiłam bohaterów. Nie wiecie jak trudno było znaleźć gifa dla Eleanor.
Swoje opinie piszcie w komentarzach. Polecajcie tego bloga znajomym, znajomym znajomych, i znajomym znajomych znajomych. XD
Do następnego rozdziału.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Prologue

  

 Kolejna godzina. Kolejna Minuta. Kolejna Sekunda. Przerodziły się w dni, a one w tygodnie. Siedzę na parapecie i patrzę w gwieździste niebo pijąc gorącą herbatę z miętą. Wydaję pisk gdy słyszę uderzenie w szybę. Spoglądam w dół z myślą że ktoś czymś rzuca. Moje przypuszczenie potwierdza sylwetka Jasmine- mojej najlepszej przyjaciółki. Znam ją od 'urodzenia'. Szybko zbiegam po schodach potykając się o własne nogi. Po chwili docieram do drzwi i je otwieram je. W progu stoi zapłakana Jasmine, bez namysłu zapraszam ją do domu. Siada na kanapie przed kominkiem i zaczyna niewyraźnie mówić:
- Fooz pomóż mi-zaczęła bardziej szlochać.
-Jas nie mam pojęcia w czym, musisz mi powiedzieć, o co chodzi?
-  przedwczoraj byłam od rana w pracy, miałam gorszy dzień, przez co myliłam stoliki i klienci dostawali nie te zamówienia co chcieli.
-i...?
-No i, za pierwszym razem jak mi się to przydarzyło szefowa mnie ostrzegła, że jak taka sytuacja się powtórzy to mnie wyrzuci bez kiwnięcia palca. No i właśnie przez następny dzień znowu byłam rozdrażniona. A że moja szefowa ma oczy dookoła głowy, wyrzuciła mnie. Nie przejęłam się tym, bo przecież nie pierwszy i na pewno nie ostatni nie wyrzucili. Ale że następnego dnia miałam poranne mdłóści zaczęłam coś podejrzewać. Wiesz ostatnio nie zabezpieczyliśmy się z Dan'em...
-Co?!-przerywam jej.
-No byliśmy pijani, Dan chyba też zapomniał o tym-tłumaczy.
-No ok. Mów dalej.
-Więc poszłam do apteki kupiłam testy ciążowe. Aż dwa pudełka, tak dla pewności. Gdy już zrobiłam to "badanie"-robi cudzysłów w powietrzu- spojrzałam na test i okazało się że jestem w ciąży...
-To wspaniale! Gratuluję Ci, Wam- przytulam Jasmine.
-No właśnie nie...-szepnęła.
-Jak to?
-Bo właśnie Daniell nie chce mieć dzieci, powiedział że rozwaliłam nasz związek, i że mnie nienawidzi.
  Jas zaczęła płakać więc ją przytuliłam i nie puszczałam.
-Będzie dobrze uwierz mi. Masz mnie...-uspokajam ją.
-Dziękuję Ci- odpowiada i mocniej się we mnie wtula- gdyby nie ty pewnie leżałabym daleko w ziemi- żartuje.
- Zostaniesz dzisiaj u mnie. Możesz nawet zamieszkać, mi nie przeszkadzasz.
-Na pewno? Jesteś pewna? Kobiety w ciąży mają podobno wielkie zachcianki i są rozdrażnione. Nie wiem czy wytrzymasz.
   Po chwili obie śmiejemy się bez opamiętania. Zaprowadzam Jas do mojego pokoiku i daję jej moją starą piżamę w której już nie śpię. Dziewczyna idzie się przebrać a ja ścielę nam materace ns podłodze jak to zawsze robiłyśmy. Po chwili dziewczyna wychodzi z łazienki w mojej piżamie. 
-Ładnie ci w niej. Chcesz to ją weź-komplementuję ją.
-Dziękuję. 
-Proszę- odpowiadam. Dziewczyna pomaga mi przynieść pościel z pokoju gościnnego. Zanosimy je do pokoju i idziemy do kuchni.
-kakao, kakao czy kakao?-proponuję zaglądając do szafki.
- Trudny wybór. Muszę się zastanowić-śmieje się- chyba kakao.
-Też tak myślałam. Na twoim miejscu wybrałabym to samo-szepczę. Wlewam mleko do rondelka i stawiam na kuchence, żeby się zagrzało. Wyciągam dwa kubki z kolejnej szafki.
-Fooz-tylko ona mnie tak nazywa. Dała mi takie przezwisko bo kiedyś w dzieciństwie miałam kędziorka na głowie i się z tego śmieje do tej pory.
-Co?-pytam odwracając się do niej przodem.
-Kocham Cię- mówi. Obie wiemy że to żarty, więc się tym nie przejmuję. Prawie codziennie to sobie mówimy.
-Ja Ciebie też-odpowiadam. Jesteśmy jak siostry. Od zawsze i na zawsze razem. Nie wytrzymuję bez niej psychicznie. Oczywiści są takie dni kiedy w ogóle się nie widujemy, ale to nadrabiamy, nie ważne w jaki sposób. Gdy mleko się zagotowało wyłączyłam gaz i wlałam gorąco ciecz tp kubów z proszkiem.
-Proszę-podaję kubek przyjaciółce, która od razu bierze łyk. Czekam jak się trochę ostudzi i dopiero wtedy upijam łyk kakaa. Czuję jak gorący płyn rozlewa się po moim ciele, wywołując przyjemne dreszcze. Wchodzimy do mojego pokoju i włączam laptopa.
-Oglądamy jakiś film-pytam przeglądając katalog z filmami.
-Może... Grease?- odpowiada po krótkim namyśle. 
-Ok. Kocham ten musical-stwierdzam.
-Wiem...-odpowiada tajemniczo na co ja się śmieję. Włączam film i po chwili jesteśmy wciągnięte w film.
__________________________________
I jak? Rozdział mi się podoba. Wolice żebym pisała w czasie teraźniejszym czy przeszłym? Dla mnie nie ma to znaczenia. Komentujcie, Obserwujcie, czytajcie czy co tam chcecie.
Niedługo rozdział 1
Alex Styles

Cześć!

To mój kolejny blog i z tego powody bardzo cieszę. To będzie przede wszystkim blog o One Direction. Nie wiem czy przedstawiać wam bohaterów, jaką osobę sobie wybierzecie- taka będzie.
Niedługo prolog.
Alex Styles.